Menu

Cinemagogia

Chwalę dobre filmy, hejtuję chłam. Głos polskiego widza w Twoim komputerze

Jak Smarzowski to robi?! Recenzja "Drogówki"

lesheque

Jak wspomniałem, w przesyłce z PISF otrzymałem trzy dowody na dobrą kondycję kina Made in Poland. Czas się odnieść. Pierwszy z nich, „Drogówka” to film Wojciecha Smarzowskiego. To od razu stawia go w innej lidze, niż większość polskiego kina.


Jako widz prosty, nie umiem powiedzieć jak to się dzieje, że między filmami Wojciecha S. a resztą zieje tak głęboka przepaść. Że jego filmy są pełne bohaterów, a nie wycinanek, że oni w czasie seansu potrafią zaskakiwać, uwodzić, ewoluować. I że jest to ewolucja prawdziwa, taka dokonana słowem i czynem aktorskim, a nie zmianą makijażu z „wieśniary” na „dziewczynę interesującą” jak to się przytrafiło bohaterce „Różyczki”.


„Drogówka” ma prawie wszystko, czego oczekujemy od dobrego kina rozrywkowego, wartką akcję, napięcie (autentyczny suspens, ludzie w polskim filmie!), odpowiednią dawkę humoru. Montaż jest sprawny (klasyczne ujęcia przeplatane z widokiem z kamer monitoringu!), lokalizacje nie sprawiają wrażenia mieszkania cioci wynajętego po taniości. Choć w kadrze pełno coraz rzadszej w Warszawie biedy i „polskiego syfu” to jakoś nam nie wstyd, polski syf w kadrze magika-Smarzowskiego staje się syfem międzynarodowym, który mam ochotę z dumą wysypać z kubła na dywan w brukselskim salonie.


Jak on to robi, że bohater pije wódkę zakąszając kebabem a jestem równie przejęty jakby stekiem zagryzał tequilę? Pojęcia nie mam, co nie przeszkadza mi dobrze się bawić.
Nie znaczy to, że „Drogówkę” można polecić wszystkim. Stężenie wulgarności i przemocy osiąga tu poziom krytyczny, trochę zbyt sumienne odrabia się program obowiązkowy kina sensacyjnego – kraksa samochodowa, pościg po dachach itp., zbyt natrętnie w oddali majaczy PKiN. Jest też w końcu ten nieszczęsny wątek politycznej korupcji, niechlujny, nieprzekonujący i niepotrzebny w filmie o szeregowych policjantach. Na te pomniejsze wady można jednak przymknąć oko.


Nachwaliłem się. Cieszy mnie, że ciągle to potrafię. Niestety, przychodzi czas, żeby przypomnieć, że przywoływanie filmów Smarzowskiego jako dowodu na potęgę polfilmu to trochę jak dowodzenie, że jesteśmy silni w sportach zimowych na podstawie skoków Małysza. Z kolejnymi pozycjami z listy trzech nie będzie już tak różowo...


© Cinemagogia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci